• 03
  • 02
  • 04
  • 01

BLOG

W tym miejscu Uczestnicy projektu będą zdawać relację ze swoich wyczynów ;-P

The weekend in Dublin.

 

The best time ever! We arrived at  9 p. m o’clock to Dublin. We got on the Luas and went straight to our destination that was The Abbey Court hostel.  Was deep dark outside and heavy raining, but  it did not discourage us form exploring the city! We checked into the hostel and went right out to explore Dublin. Dublin looks pretty during the nights light and amount of fallowing drops of water! Unforgettable view!  The weekend in Dublin was the last time that we out together andI would say that we had a good time.

 

You may asked me which city do I like the most? There is now an answer. All the cities that we had seen are amazing in different aspects, but Dublin is the biggest for sure.  Almost half the population of Ireland lives in this city. At the first night we went to Eddie Rocket’s where we were  served  an American hamburger and fries.I love it! Then we moved into the city to see The Temple Bar. We were having Guinness while in the background the band was playing music. Amazing atmosphere, friendly environment and people.

 

The second day we devoted to sightseeing. We saw The Dublin Castle, Christ Church Cathedral, Saint Patrick’s, Shopping Center, Trinity College, Port side. I am not big fun of monuments and all building so I just saw it and that’s all. The most amazing and stunning attraction for me was Guinness Storehouse. It was the best journey deep into the heart of famous Guinness. On the ground floor is big store with branded Guinness cups, t-shirt  etc. The view from the bottom makes it look like a big glass of Guinness. On the upper level we learned about main four ingredients of Guinness: water, hops, yeast, barley. Then there was a short presentation regarding proper way of drinking it and at the end we could even pour pint of Guinness by ourself. Everyone who had did it received a certification! The best moment ever! We took the pint we juts poured and went to the last floor where is GRAVITY BAR! I felt that I had reached the top of the world. I sat and enjoyed the breath-taking panoramic 360° views of Dublin city and beyond. I would highly recommend this place to see when you in Dublin! This is the end of my story. Sláinte!

guinnes

port

Irlandia mnie pochłania...

Ok, przekroczyliśmy półmetek.  Rozpocząłem staż w firmie MunsterToolCo. Tak jak wspomniałem w pierwszym wpisie ludzie są przemili i a praca daje radość i satysfakcje. Nie ma tu takiego stresu jak w Polce, jest totalnie inny klimat,ale dziś nie o tym... Za nami już dwa weekendy, które spędziliśmy na zwiedzaniu tego wspaniałego kraju. W pierwszy weekend udaliśmy się do Galway. Małe miasteczko przy Atlantyku. Niestety nie udało nam się zobaczyć głównych atrakcji tego regionu, czylli Aran Islands oraz Cliffs of Moher z powodu pogody jaki i kliku potknięć logistycznych. Ruszyliśmy w miasto ku nieznanemu... Akurat było to Halloween. Artyści na ulicach zachwycają swoimi muzycznymi umiejętnościami, w pubach to samo. Każdy uśmiechnięty i radosny pomimo, że leje jak z cebra. Taka zabawa tylko w Irlandii! 

IMG 0039

W kolejny weekend udaliśmy się do Cork. Zakochałem się! Wspaniała architektura, niesamowite restauracje, i najlepsze puby w jakich byłem. Koncerty na żywo, tu chyba każdy rodzi się z gitarą w ręku ;-) 

IMG 0095

To była sobota, ale żeby nie było, że tylko szlajamy się po pubach następnego dnia pojechaliśmy do Blarney Castle i tam już odleciałem... Ok, zamek jak zamek ale dookoła niego 60 akrów wspaniałej przyrody. Byłem pod takim wrażeniem, że chciałem zobaczyć każdy skrawek tego nieziemskiego miejsca. Nie da się opisać to trzeba zobaczyć!

IMG 0106

Każdy kto pragnie czegoś więcej niż powolnej egystencji zapraszam do Irlandii! 

Wildlife :)

 Po 10 dniach pobytu tutaj wreszcie ruszyłam do pobliskiego parku: Wildlife. Czekałam na słońce, żeby z aparatem zrobić fotograficzny rekonensans. W tej części Irlandii podobno świeci najmocniej i najczęściej ;) Po drodzę natknęłam się na biegnących Iwonę i Tomka. Park jest cudowny. Narzucają mi się różnego rodzaju motywy filmowe. Zobaczyłam jelenie oraz króliki. O tej porze było dużo spacerowiczów z psami. Mam dobrą motywację, żeby wstawać dużo wcześniej :)

 

DSC 2064 kor mini

 

 

How to pour the perfect pint of GUINNES?

20141026 233245Hello everyone!! We are happy to be in Ireland. As you know, we arrived last Sunday evening

(26th of October) in Ireland. You may be curious what have happened since that time, shortly A LOT!!

But I’m not gonna write all of details here now, you can see more by my friends posts. In my post I will focus on GUINNESS!

So when we came to Ireland everybody asked if we had every  tried a GUINNESS… but of course we hadn’t.  That’s why we couldn’t  resist! We when straight to pub. When we arrived there we got a short instruction about proper way of pulling a GUINNESS! There is a six main steps, please see the following and try to remember, because they are very important:

STEP 1

Take a cool, clean, dry, Guinness branded glass.

STEP 2

Glass must be hold under the tap at an angle of 45 degrees.

STEP 3

Pull the handle forward until it is horizontal and fill the glass to between 15mm and 20mm (about ¾”) from the top. Never put the tap spout into the Guinness!

STEP 4

Leave the surge to settle (approx 119.5 secs).

STEP 5

Top up the glass by pushing the tap handle backwards until the head is just to the top of the glass. Do not let the stout overflow, and never use a spatula to level the head.

STEP 6

Hand the pint to ME:) (the customer). Be careful as there should be no overspill!

Do not drink it at once! Enjoy  this unique taste! A good quality Guinness leaves  foam rings on the glass. There is a scompany division that goes randomly around pubs to check if Guinness is served in proper way. For now, that all information I want to forward to you. :)

No i jesteśmy... ;)

Choć podróż była długa i męcząca do miiejsca docelowego, każdy kilometr był warty tego co zobaczyliśmy i otrzymaliśmy pierwszego dnia. Irladnia piękna, a ludzi po prostu przeuroczy. Z rzystanku odebrał nas Micheal, który od razu nas wprowadzł w klimat jaki tu panuje. Wszystko spokojnie wytłumaczył. Jak dojechalismy na miejsce czekała na nas wspaniała uczta, choć żona Micheal'a Christine powiedziała, że zrobiła to na szybko... niesamowcie pozytywna osoba, która urzeka swoim podejciem do życia. Pogawędka przy kolacji a później wyjście do lokalnego pubu na Guinness'a. W poniedziałek święto a dziś pierwszy dzień pracy. Choć przyjechalem na miejsce dosyć zdenerwowany, ludzie z którymi rozpoczęłem współpracę okazali się niezmiernie przyjaźni i pomocni, że cały strach przed nie poradzeniem sobie w nowym środowisku znikł. Jest super! ;)

Cicho i spokojnie w Doneraile...

Całą drużyną wylądowaliśmy w niedzielę po południu na lotnisku w Dublinie. Szybka przesiadka i już mknęliśmy autobusem do Cork. Przez chwilę posmakowaliśmy wieczornego życia w tym mieście, by ruszyć w dalsza podróż... już do naszego miejsca zamieszkania, czyli Doneraile. Bardzo serdecznie nas powitali Christine i Michael smakowitą kolacją na koniec dnia. Mimo iście wyspiarskiej pogody zaczęliśmy szybko poznawać okolice już od następnego dnia. Akurat w ten poniedziałek wypadł wolny dzień od pracy (Bank Holiday), więc mieliśmy więcej czasu dla siebie. Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że Doneraile jest bardzo urocza mieścinką ze wszystkim irlandzkimi smaczkami.

Zdjęcia wkrótce. Marta

 

 

Mass Rock czyli wieczorna wycieczka w środku tygodnia

20.08.2014

Michael i Christine muszą nas bardzo lubić bo w środę zabrali nas na wycieczkę do Doneraile Mass Rock. Szybko wskoczyliśmy do samochodu i już jechaliśmy w stronę pobliskiego wzgórza, na którym znajduje się dawne miejsce kultu (więcej na blogu w poście Piotrka).

Małe a cieszy – było dużo śmiechu, słodkich jeżyn, klimatycznych i przepięknych widoków zachodzącego słońca i baaardzo starego cmentarza.

39mass

40mass

41mass

42mass

43mass

Pierwszy raz

Takie momenty pamięta się całe życie - w końcu zdarzają się tylko raz.

Ten dzień zaczął się chłodno, nic nie wskazywało na doznania, których potem doświadczyliśmy. Deszcz spokojnie pukał w szyby, pogoda była senna, my przez to również delikatnie budziliśmy się do życia.

Po dość długiej podróży dodatkowo ukoił nas widok spokojnego i niczym nieograniczonego oceanu...

01

Po leniwym poranku najwyższy czs się obudzić! Ja i Piotr wiedzieliśmy, że nie wytrzymamy ani chwiili dłużej, więc zaczęliśmy się rozbierać.

02

I stało się! Na początko było ciężko, ale potem już straciliśmy czucie, pozostała czysta radość, zabawa i satysfakcja.

03

We did this! Kąpaliśmy się w oceanie! Kolejne marzenie spełnione!

04

Przyszedł czas na słodką nagrodę. Przeszywająco lodowate krople jeszcze po mnie spływały (a może to była ślina na widok tych pyszności;) Rainbow cookie?

05

Nieeeeee. Ice creams!!!

Jakie lody są najsmaczniejsze? Te po kąpieli w oceanie:D

Ale tak już w pełni na poważnie - to jedne z najlepszych lodów jakie w życiu jadłam! A jak już wiecie, gdyby można było pracować jako smakosz-znawca lodów, to miałabym tytuł mistrza. Z całego świata by dzwonili, aby poznać moją opinię.

P.S. Jeśli znacie kogoś, kto poszukuje pracownika na takie stanowisko, to pamiętajcie o mnie! Mogę być nawet wolontariuszką.

06

Przejdźmy od ice zachwytu do moherowego bezkresu. Kify Moheru to jadna z największych atrakcji turystycznych Irlandii (nie dziwię się).

07

Wysoki na 200 metrów próg oceanu posiada swój trudny do opisania klimat. Szczególnie w dzień taki jak dziś - szary i deszczowy - łatwo zrnozumieć, czemu jest to ulubine miajsce osób, które postanowiły same zadecydować, który dzień będzie ich ostatnim.

08

010

011

Nas jednak nie opuszczała pozytywna energia, a zachwyt przepełniał nas, jego nadmiar kondensował się i skraplał na naszej skórze (cały czas padał drobny deszcz).

09.2

Nie byliśmy jedynym pozytywnym akcentem, w natłoku turystów nie brakowało uśmiechniętych osób, z tym błyskiem w oczach.

 

012

Wiele osób zatrzymywało się na chwile na ścieżce (co blokowało ruch), aby popatrzeć, pomyśleć, w kontakcie z takim ogromem i przestrzenią niczym nieograniczoną każdy czuje się jak kruszyna chleba, jak jedna setna kruszyny chleba, jak mała część jednej setnej kruszyny chleba...

012.1

A to nie koniec! Dalsza ekspolarcja brzegu Oceanu Atlantyckiego trwa. Michael postanowił pokazać nam coś jeszcze, wielką kamienną pustynię, z naszych oględzin wyglądającą jak bardzo stara skała magmowa.

014

Kolejny bezkresny teren. Nadal pada, choć słońce przedziera się chwilami przez mleczne chmury. Więc jaki jest tego efekt? Tak, tęcza!:D

P.S. Przez całe swoje życie nie widziałam jej tyle razy, ile podczas miesiąca spedzonego w Irlandii;) Ta akurat jest chyba najmniejszą z nich.

0141

Uwiecznijmy to szybko! (Piotr zrobił dziś ponad 300 zdjęć, to o czymś świadczy - i wcale nie cyka zdjęć wszystkiemu dookoła;) Po prostu miejsca, które dziś poznaliśmy trudno przekazać na zdjeciach, aparat tego nie ogarnia. Ale próbowaliśmy...

013

016

Mmmmm...

017

A na koniec dnia pędzieliśmy, by zdążyć przed 18:00 do ulubinej restaracji Michaela w tej okolicy. Byliśmy pod wrażeniem zacięcia z jakim walczył z czasem (aż zasnęłam, ale to z nadmiaru wrażeń x)

Oczywiście finał mógł być tylko jeden - zdążyliśmy! I było pyszka! Faktycznie miejsce okazało się nieprzeciętne - największe wrażenie zrobiło na mnie oświetlenie - kolorowe, gdzieniegdzie przygaszone. Tylko czemu kuchnia jest czynna tylko do 18:00, gdy w pobliżu nie ma konkurencji, a ludzie walą do drzwi, chcąc złożyć zamówienie o 18:02 i słyszą "za późno". Takie rzeczy tylko w Irlandii, tu ludzie cenią swój czas na odpoczynek i żyją spokojniej.

018

Bo nie tylko praca jest w życiu ważna. Modny obecnie zwrot ma istotny przekaz.

019

Pamiętaj - You Only Live Once!

Więcz czerp z niego garściami!

Corkowa sobota

Nie dość, że Tomek się pieści (dla zorientowanych;), to jeszcze pogoda nas rozpieszcza na całego! Tego sobotniego poraneka obudziło nas słońce i wcale nie nudziło się naszym towarzystwem. Nasz dzisiejszy cel - Cork, drugie po Dublinie największe miasto w Irlandii. Niektórzy uważają nawet, że jest to lepszy kandydat na stolicę.

1.cork

2.11

3.1

Ulice Cork pełne są dźwięków i niespodzianek. Co krok ktoś śpiewa, gra, rysuję. Warto się rozglądać, bo można łatwo coś przeoczyć w takim natłoku informacji.

3.2

Znaleźliśmy też polecany sklep o intrygującej nazwie.

4.11

Oczywiście nie zabrakło polskiego akcentu:)

5.1

Doszliśmy jednak szybko do wniosku, że to nie sklepy nas interesują najbardziej, a widoki i podróże. Z dworcowymi perypetiami udało nam się wyjechać z Cork. Dokąd?

6.kinsale

Kinsale! Piękne nadmorskie miasteczko rybackie położone u ujścia rzeki Bandon do Morza Celtyckiego.
Zachwyciło mnie swoim spokojem, usłane kwiatami, pachnące wodą i pełne skczeczących mew. Idealne miejsce na piknik!

Sebastian upamiętnijmy to wspólnym zdjęciem!:D

7.11

Noooooo dobra... Zdjęcie trochę nie wyszło... Ale posiłek udał się znakomicie! Pyszne frytki skropione octem były dla nas nowym doznaniem smakowym - zresztą bardzo przyjemnym. Szybko nasza grupa zaczęła się powiększać o wygłodniałych, skrzeczących towarzyszy.

Dziwnym trafem akurat miałam pół bochenka typowego irlandzkiego chleba w plecaku - soda breed. Czekał właśnie na taką okazję. Jest to jeden z tych przysmaków, które spróbowałam raz i ten raz wystarczy;) Ale mewy były zachwycone!

8.11

Pora na dawkę radości dla nas! No dobra przyznaję, to ja jestem w naszej best czwórcze największym lodożercom... I jestem z tego dumna!:D Zresztą jak moglibyśmy nie spróbować irlanckich 99 - prześmietankowe lody z czekoladowym batonikiem. Większość Irlandczyków nie umie odpowiedzieć na pytanie skąd taka nazwa? Od sprzedawcy dowiedzieliśmy się, że były to ulubione lody króla, ale pełne pochodzenie nazwy chyba pozostanie dla nas słodką tajemnicą;)

9.11

Taaaaak, to on:D Można tu lepiej się przyjrzeć temu smakołykowi (koszt to ok 2-3 euro i porcja jest dwa razy większa niż na załączonym obrazku). Piękny prawda!:D

9.12

Po takiej porcji cukru wszystko jest łatwiesze, jest tak radośnie i kolorowo:D

10.11

A energii ma się tyle, że można iść na koniec świata i jeszcze dalej!

11.11

Piotr dosłownie poczuł przypływ mocy i dodał motywacji nam wszystkiem - bo tuż za tym zakrętem może czekać na nas nowy ląd! (lub chociaż morze;)

12.11

Do morza było niestety za daleko, a raczej czasu było za mało. Jednak warto próbować! By niczym gladiator przemierzyć kamienne pola i zobaczyć rozciągającą się z góry panoramę.

13.11

Nie zabrakło skarbów ukrytych skrzętnie w trawie. Jednak sokole oko tropiciela zauważy ten drobiazg delikatnie niepasujący do krajobrazu. Nie przejmujcie się jeśli nie widzicie na zdjęciu nic dziwnego, ten poziom tropicielstwa trenuje się latami...

14.11

Nieubłaganie nasz czas w Kinsale dobiega końca. Jak zawsze dzień okazał się za krótki.

Krótkie podsumowanie dnia z najważniejszymi wnioskami:

1) Sebastian już chyba nie zdąży...

15.11

2) Mój bilet powrotny porwali kosmici, ale Irlandia nie przestaje mnie pozytywnie zaskakiwać - kierowca z uśmiechem pozowolił mi jechać bez biletu.

Pozdrawiam Cię super kierowco autobusu z Kinsale do Cork! (kurs 23.08, god. 22:00, może przeczyta;)

16.11

3) Tomaaaaaasz i jego skarby - poznajcie te trzy piękności!

17.1

17.21

17.31

Tomasz na ostatnim zdjęciu wyszedłeś bardzo korzystnie xD

P.S. A to dopiero pierwszy dzień weekendu (czyt. łykendu -> ze specjalnymi pozdrowieniami dla Krystiana;)

Dzień jak co dzień - co dzień niezwykły!

Niech tym razem obrazy zastąpią słowa. Podzielę się dziś z Tobą jednym z naszych irlandzkich dni, zobacz jak wiele może się zdarzyć, co nas otacza, jak się zaczyna i jak kończy zawsze za krótki dzień.

Pobudka! Przez moje wymarzone okna na poddaszu często budzi mnie blask porannego słońca, a jeśli nawet pada, to jest to słoneczny, sierpniowy deszczyk. A oto mój widok z okna, a zapach... świeża zieleń, rześki wiatr, aż chce się wziąć głęboki wdech.

1

Codzienna dawka pracy w najlepszym towarzystwie, atmosfera w Health & Safety Publications sprawia, że mamy zakwasy na policzkach i brzuchu, powodów do uśmiechu nie brakuje. Pierwsza praca, w której czas mija tak szybko, codziennie nie możemy się nadziwić, ze już czas wracać do domu. Ale przecież jutro znowu tu wrócimy, bo kim jesteśmy Tomasz? The winners!:D

biuro

Po wspólnej podróży z pracy zawsze czeka na nas przepyszny obiad przyrządzony przez Michaela i Christine. Posiłki są nieprzyzwoicie smakowite, w rodzinnej atmosferze możemy odpocząć i podzielić się wrażeniami.

3

Ale czym byłoby rodzinne zdjęcie, bez niego... Jesyyyyy:D

jesy

Po posiłku czas ruszyć eksplorować teren! Zacznijmy od podziękowań, oto nasz kościół w Doneraile, msza ma tą samą budowę jak w Polsce. Jednak są różnice - msza jest treściwa-krótsza, uboga w pieśni (i wiernych), ale to miejsce jak zawsze ma swój wyczuwalny klimat sprzyjający zadumie i przemyśleniom.

kościół

6

A jaki klimat ma Park w Doneraile? Jak opisać ten azyl? Otwarte przestrzenie zieleni, małych strumyków, pełne życia i wolności. Gdzie zwierzęta mogą żyć swobodnie, a ludzie wypoczywać do woli. To miejsce kiedyś mi się śniło. Teraz wiem, że istnieje.

park

 

park.1

park.2

park3

Happy 4!

my

Zachód słońca w parku z sarnami u boku... Niezapomniane. Czy można więcej? Zawsze!

Wspólna podróż z Michaelem i Christine w góry podczas zachodu wyrysowała w naszej pamięci obraz, który zostanie nawet jak skasują nam się wszystkie dane na dysku. Pewnych chwil się po prostu nie zapomina. Jak to trafnie ujął Michael - "Zatrzymajcie się, spójrzcie, ten moment się nie powtórzy".

zachód

Bonusem było wspólne wyjadanie jerzyn, nagrzanych słońcem i słodkich. Piter przejął prowadzenie;)

car.1

Sebastian obstawiał tyły i uwieczniał naszą trasę, starając się nie wypaść... Ale bez obaw, był w pełni zrelaksowany i chyba polubił swoje nowe miejsce;)

car2

A my? Tej radości nie da się ukryć, bo i po co:D

car.3

Po takiej ilości świeżego powietrza najwyższy czas, aby iść spać.

Ale zaraz! Wróćmy na chwilę z tym słońcem (miksując troszkę dni), pisząc o tym co nas otacza na co dzień, nie można nie wspomnieć o naszym ulubionym pubie - o jakże dobrze kojarzącej się nam nazwie Eily's.

bar1

Mieliśmy okazję obejrzeć na żywo transmiję meczu irlandzkiego hurlinga - uważanego za najszybszy sport na świecie. Delektując się kremową pianką Gunniessa (a może to był Murphy's - równie pyszny, jak nie lepszy, najlepiej ocenić osobiście;) w czerwonych barwach Cork, pośród zagorzałych kibiców, poczuliśmy to!

17

18

A teraz już naprawdę czas do łóżka...

19

I'm lovin' it!

P.S. Chłonę każdy dzień, tęsknię co dnia, każdego dnia na nowo zbieram obrazy do mojego albumu, którego nic nie zniszczy. Jakby ktoś się zastanawiał nad wyzwaniami takimi jak to mogę tylko dodać jedno - warto!